Zapamiętaj Zaloguj
Ginekolog ucieka przed sądem, a przyjmuje pacjentki.
Avatar artykułu Ginekolog ucieka przed sądem, a przyjmuje pacjentki.
Marcin Kapski Autor: Marcin Kapski
Opublikowano: 2012.08.12
  Na kierowniku wrocławskiej I Kliniki Ginekologii i Położnictwa od czterech lat ciąży zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. W lipcu miał stanąć przed Okręgowym Sądem Lekarskim, ale zasłonił się chorobą. Stan zdrowia nie przeszkadza mu jednak w przyjmowaniu pacjentek w prywatnym gabinecie.

W poczekalni pod prywatnym gabinetem profesora Andrzeja K., szefa kliniki przy Chałubińskiego, w poniedziałek ustawiła się długa kolejka. Ma opinię świetnego fachowca, odpłatnej wizyty nie odmówi nikomu - wystarczy zadzwonić kilka godzin wcześniej.

Pacjentki z kolejki prawdopodobnie nie wiedzą o ciążących na nim zarzutach. Nie wiedzą też, że profesor jest ciężko chory. Na tyle ciężko, że do końca sierpnia nie może się stawić przed Okręgowym Sądem Lekarskim w Krakowie, który mógłby pozbawić go praw do wykonywania zawodu. Dostarczył zwolnienie lekarskie i zaświadczenie od lekarza sądowego. Pacjentki jednak bada, diagnozuje i leczy. Każdej poświęca co najmniej 20 minut. Wizyta kosztuje około 200 zł.

Cztery lata temu prokuratura oskarżyła profesora o nieumyślne spowodowania śmierci dziecka jednej z pacjentek. Był wtedy zastępcą szefa kliniki przy ul. Chałubińskiego. Prowadził ciążę Małgorzaty Ossmann, która chodziła też do niego prywatnie. Chciała, by wszystko było jak trzeba.

- To była moja trzecia ciąża wysokiego ryzyka. Dwie poprzednie poroniłam - opowiada Ossmann. Niedługo przed wyznaczonym terminem porodu, w sierpniu 2007 roku, trafiła do kliniki. Tym razem dziecko było donoszone, zdrowe, ważyło ponad trzy kilogramy.

Już w marcu profesor zdiagnozował u Małgorzaty Ossmann łożysko przodujące. Stwierdził, że konieczne będzie cesarskie cięcie. Pięć dni przed zabiegiem, kiedy pacjentka leżała już w szpitalu, silnie rozbolał ją brzuch. - Zgięta wpół poszłam błagać o pomoc - opowiada.

Jednak lekarze pełniący tego dnia dyżur po skonsultowaniu się z profesorem K. uznali, że to niegroźne zaburzenia trawienia. To samo usłyszał od profesora mąż pani Małgorzaty, który prosił go, by osobiście sprawdził, co dzieje się z żoną.

- Zasugerował mi, że jest histeryczką, i mam się nie przejmować, tylko jechać do domu. Zresztą sam tak właśnie zrobił. Nawet do niej nie zajrzał - wspomina pan Artur.

Tego samego dnia jego żona zaczęła tracić przytomność, miała kłopoty z oddychaniem. - Próbowałem ją ratować. Bardzo długo nikt nie chciał mi pomóc. Czułem się bezsilny, choć byliśmy w samym środku szpitala - opowiada mężczyzna. W końcu lekarz dyżurny Marek M. uznał, że trzeba przeprowadzić cesarskie cięcie. Wezwał profesora K., który przyjechał i operował. Na ratowanie dziecka było już jednak za późno.

Kobieta dostała silnego krwotoku, jej serce zatrzymało się na chwilę. Zapadła w śpiączkę. W kolejnych dniach przeszła sześć operacji. Między innymi usunięto jej macicę. Po wybudzeniu dowiedziała się o śmierci dziecka i o tym, że już nigdy nie zostanie matką. Przeszła załamanie nerwowe. Do dziś bierze leki antydepresyjne.

Jej rodzina złożyła doniesienie do prokuratury. W 2008 roku Andrzej K. i lekarz dyżurny Marek M. usłyszeli zarzut nieumyślnego spowodowania śmierci dziecka. Prokurator opierał się na opinii biegłych lekarzy z poznańskiej AM. Stwierdzili między innymi, że dziecko było donoszone i zdolne do samodzielnego życia. Umierało powoli z niedotlenienia jeszcze przed wydobyciem na świat. I że zbyt późno przeprowadzono cesarskie cięcie.

Prokurator już ponad trzy lata czeka na uzupełniającą opinię biegłych, gdy mecenas Anita Kutysz, pełnomocniczka Małgorzaty Ossmann, upomniała się o to, by lekarze odpowiedzieli także za trwałe okaleczenie Małgorzaty.

Od pięciu lat sprawą profesora K. zajmuje się również Okręgowy Sąd Lekarski w Krakowie. Obwinia się go o naruszenie kodeksu etyki lekarskiej oraz ustawy o zawodzie lekarza, za co grozi pozbawienie prawa do wykonywania zawodu. Ale i to postępowanie mocno się przeciągnęło, bo profesor wciąż przedstawiał nowe dowody i składał kolejne wnioski. Pierwsza rozprawa miała się odbyć dwa tygodnie temu.

W poniedziałek lekarz, zaskoczony obecnością dziennikarza "Gazety" w swoim prywatnym gabinecie, wyjaśniał, że naprawdę jest poważnie chory. Mimo to chce nadal pomagać ludziom. Dlatego konsultuje pacjentki.

Profesor nie czuje się winny, uważa, że błąd popełnił lekarz dyżurny. A o Małgorzacie Ossmann mówi, że podchodzi do życia zbyt emocjonalnie i jest za bardzo skupiona na sobie.

- Ból brzucha to żaden objaw, każdego czasem coś zaboli - tłumaczy. - Przeprowadzając sześć kolejnych operacji, uratowałem pacjentce życie. Dlatego nie czuję się winny. Wręcz przeciwnie - uważam, że pacjentka powinna mi dziękować.

Okręgowy Sąd Lekarski, żeby uniknąć przedawnienia sprawy, co mogłoby się stać już w poniedziałek 13 sierpnia, zawiesił ją do momentu zakończenia postępowania karnego. Ale mecenas Anita Kutysz, specjalizująca się w sprawach dotyczących błędów lekarskich, uważa jednak, że kolejne zaświadczenia o chorobie oskarżonego mogą sprawić, że i sprawa karna w końcu ulegnie przedawnieniu.

źr. Gazeta Wyborcza Wrocław.
Fot. Maciej Świerczyński / AG


Zobacz także:

Potrzebna krew
Autor: Marcin Kapski
Marcin Kapski
Data artykułu: 2009.02.17
2009.02.17

Szpital wojskowy we Wrocławiu pilnie apeluje o oddawanie krwi dla rannego lekarza. Potrzebna jest krew B Rh+. Życiodajny płyn można...

Dyrektor dolnośląskiego Centrum Onkologii zatrzymany
Autor: boe
boe
Data artykułu: 2008.07.14
2008.07.14

Radomska prokuratura okręgowa potwierdziła zatrzymanie dyrektora Dolnośląskiego Centrum Onkologii Marka P. We wtorek usłyszy zarzuty o charakterze korupcyjnym. Marek P....

Szpital pozwał NFZ do sądu
Autor: Marcin Kapski
Marcin Kapski
Data artykułu: 2011.09.15
2011.09.15

- Narodowy Fundusz Zdrowia powinien zapłacić głogowskiemu szpitalowi około 7 mln zł za leczenie nie ujęte w kontrakcie - mówi...

Likwidują Szpital w Lublinie
Autor: bolo82
bolo82
Data artykułu: 2011.05.18
2011.05.18

Dni powiatowego Szpitala im. Jana Jonstona w Lubinie przy ul. Bema są policzone. 27 maja zarząd powiatu spotka się z...

Lekarze odsyłali pacjentkę dwa razy, aż w końcu zmarła w domu
Autor: sidel91
sidel91
Data artykułu: 2011.04.21
2011.04.21

Przed sądem stanie dwóch lekarzy ze szpitala powiatowego w Głogowie. Prokuratura oskarżyła ich o narażenie zdrowia i życia starszej kobiety,...


Polecamy

slub wesele Gwarancja Kia
© doSzpitala.pl 2007 - 2011
O Portalu Polityka Prywatności Wstepniak Nasza Misja Wskazówki Regulaminy Kontakt z Nami
Polecamy: Transformator ciepła